|
Kieruję ten list do całego biura MIKROSERWIS
oraz do wszystkich dziewcząt,
które decydują się na wyjazd do Anglii, albo też jeszcze się wahają.
Chciałabym najpierw podziękować Pani za wszystko, za to, że mogłam pojechać
tu - do Anglii, bo to najwspanialsza rzecz jaka mi się przytrafiła w życiu.
Anglia to magiczne miejsce. Nigdy przedtem tu
nie byłam, więc kiedy autokar
wjechał wreszcie do Londynu po prostu zaparło mi dech w piersiach. Te domy,
ulice, to jest zupełnie inny świat i tego nie da się opisać - to trzeba
zobaczyć.
Mieszkam w malutkiej dzielnicy (miasteczku) o nazwie Shenley.
To bardzo ładne miejsce. Wszystkie domki są położone na wzgórzu.
Skąd rozciąga się panorama na pobliskie miasto Radlett oraz na północne
obrzeża Londynu. Są tu sklepy, śliczny park (taki typowo angielski),
duża stadnina koni, korty tenisowe, basen, (jest też rzeczka tuż obok
mojego domu ... ). Do najbliższego miasta Radlett dojeżdżam autobusem
(ok. 3 min.)
Moja rodzina jest super i chyba nie mogłam trafić lepiej.
To młode małżeństwo, mają po 29 lat. Danielle nie pracuje a Howard jest
maklerem na giełdzie w Londynie. Pracuje od 6.00 do 18.00. Są bardzo mili,
świetnie się dogadujemy i w ogóle nie ma żadnego problemu.
Ich dzieci to Lauren (4 lata) i Zack (2 lata). Lauren na
początku mnie nie akceptowała, traktowała mnie jak swoją służącą.
Trudno jej było zrozumieć kim jestem i po co przyjechałam.
Ona jest niesamowicie inteligentnym dzieckiem.
Uwielbia układać puzzle i czytać książki
(zna już alfabet i wszystkie cyfry). Jej braciszek Zack ma 2 lata.
Uwielbia jeść i spać, śmieje się bez przerwy - jest cudowny.
Pracuję ok. 24 godzin tygodniowo, dostaję w każdy piątek 55
funtów kieszonkowego. Mój zwykły dzień wygląda następująco:
wstaję ok. 7.40, potem ok. 8.00 budzi się Zack więc idę mu
zmienić pampersa, ubrać go i umyć mu ząbki a następnie robię
mu śniadanko. Danielle w tym czasie zajmuje się Lauren.
Śniadanie jemy wszyscy razem, potem Danielle zawozi Lauren
do szkoły i bierze ze sobą Zacka, bo on uwielbia jeździć
samochodem. Ja w tym czasie szybko sprzątam dom tzn. ścielę
łóżka dzieci i swoje, odkurzam, myję podłogę w kuchni,
nastawiam pranie, włączam zmywarkę do naczyń itp.
Czasem też mam kilka rzeczy do uprasowania. No i potem wraca
Danielle, Zack idzie spać, a my jemy lunch. Potem mam wolne
do 16.00, bo ok. 16.20 wraca Lauren ze szkoły. Dzieci idą się
kąpać ok. 17.30, czasem ja jestem z nimi czasem Danielle (wtedy
ja myję podłogę w kuchni itp.) I tyle - dzień się skończył. Więc
pracuję od 8.00 do 11.00 a potem od 16.00 do 18.00, ale te godziny
są ruchome. Mam wolna cała niedzielę i czasem sobotę (ale wieczorem
muszę wrócić, bo mam babysiting - czyli zostaję z dziećmi na noc,
gdyż rodzice wychodzą np. na imprezę..).
Dwa razy w
tygodniu, w poniedziałek i w środę chodzę na kurs angielskiego.
Kurs trwa 2,5 godziny (od 13.15 do 15.30). Zachęcam wszystkie
dziewczyny, którym szkoda pieniędzy na kurs - KURS ANGIELSKIEGO
W ANGLII (i gdziekolwiek indziej podczas pobytu Au Pair) TO ŚWIETNA
RZECZ! Przede wszystkim można nauczyć się sto razy więcej niż przez
całą szkołę na lekcjach angielskiego (na kursach nie używa się
"swojego" języka, obowiązuje tylko angielski - nawet w zeszytach !!),
no i dziewczyny ! to właśnie na kursach nawiązuje się pierwsze znajomości!
To niesamowite doświadczenie, bo zwykle na takich kursach spotykają
się młodzi ludzie dosłownie z całego świata - to istna mieszanina
kulturowa (np. ja jestem na kursie jedyna Polką). Aha ! mój kurs
jest stosunkowo tani (50 funtów za 2 miesiące) ale to dlatego,
że nie jestem w centrum Londynu (kursy odbywają się w Radlett)
bo tam trzeba zapłacić nawet 2 razy tyle.
Mieszkam dosyć daleko od Londynu (to jedyny malutki minusik).
Muszę dojeżdżać koleją ok. 30 minut. Ale opłaca się jechać, bo
Londyn to najcudowniejsze miasto na świecie.
Pierwszy raz pojechałam tam sama. Tak zupełnie sama . Była sobota
11.00 rano, moja rodzina wysadziła mnie na Oxford Street. Chcieli,
żebym zadzwoniła jak będę wracać, to po mnie przyjadą, ale odmówiłam,
bo koniecznie chciałam nauczyć się jeździć metrem. No i nauczyłam się
(londyńskie metro jest naprawdę świetnie zorganizowane, nie macie się
czego bać). W metrze nie zgubiłam się ani razu, gorzej było z autobusami
(czerwonymi oczywiście) - zwykle nie dojeżdżałam tam gdzie sobie
zaplanowałam, ale dzięki temu widziałam więcej. Ach ! Londyn to naprawdę
niesamowite miasto.
To czego najbardziej się bałam, czyli jakie będą kontakty między
mną a nową rodziną (czy mnie polubią, czy ja ich polubię, czy
znajdziemy wspólny język itp.), okazało się najmniejszym problemem.
Właściwie w moim przypadku w ogóle nie było tego problemu.
I mogę wam dziewczyny dać nawet receptę na to, co zrobić,
żeby być tak zadowolonym jak ja : więc przede wszystkim być
otwartym - nie bójcie się mówić, dużo się ciśnie choć i
najważniejsze: zawsze, ale to zawsze kiedy macie jakiś
problem, czegoś nie rozumiecie, albo coś wam się nie podoba
(np. w waszych obowiązkach) MÓWCIE O TYM RODZINIE, bo tylko w
ten sposób rozwiążecie problem i unikniecie nieprzyjemnych sytuacji
czyli złej atmosfery. Kiedy macie chwile wolnego czasu (np.
wieczorem) nie uciekajcie od razu do swojego pokoju, ale
wykażcie zainteresowanie, pokażcie, że chcecie nawiązać kontakt,
że chcecie być z rodziną w jak najlepszych, przyjacielskich wręcz
stosunkach, nie macie pojęcia jak zwykła pogawędka (nie o
obowiązkach au pair) potrafi zbliżyć ludzi. Oczywiście trzeba
odróżnić pogawędkę do wścibstwa i nachalności. Pamiętajcie, że
rodzina potrzebuje troche prywatności. Oni też się stresują
przyjmując pod swój dach zupełnie obcą osobę. Musicie pokazać,
że mogą wam zaufać, że czujecie się dobrze u nich. I starajcie
się wyczuć, kiedy chcą pobyć sami (np. z dziećmi) - wtedy
ulotnijcie się np. na spacer z pieskiem albo do siebie do
pokoju.
Życzę wam cudownego pobytu i wielu niezapomnianych wrażeń !
|